...::Pocztówki zza krawędzi II::..
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blog > Komentarze do wpisu
« english ale
maskarada »

no regret no apologies

Nie wolno miec skrupulow, tylko wtedy mozna sie dobrze bawic. Instytucja friendly fuck-ing zawsze mnie fascynowala, nie sadzilem ze moze to wygladac wlasnie tak jak mi sie ostatnio zdarzylo.

Wspolpracuje mniej lub bardziej z wieloma ludzmi. Zlecenia, klienci czy po prostu ludzie, dla ktorych cos robie kiedy nie spalam sie naukowo. Jakis czas temu poznalem tak Ernesta. Niby nic a jednak... okazalo sie ze mamy podobne zainteresowania, gust filmowy, pasje do sztuki i rewolucyjnych postaci. Kumpel jakiego dawno nie mialem. Nie musze dodawac kogo nosil na swojej ulubionej koszulce... ?

Ernesto jest w szczesliwym zwiazku, kilkuletnim, co jak na jego lubiezny charakter jest niebywale. Jednak kiedy kilka razy zdarzylo nam sie wyjsc na piwo okazalo sie ze cos ma w oczach co nie pozwala sie od niego oderwac. No i za ktoryms razem... Ernesto zaprosil mnie do swojego mieszkania, ktore dzieli ze swoim partnerem. Mieszkanko male, ale ich wlasne, wiec zyja te kroliczki troche sobie na glowie, ale podobno szczesliwie. Imprezka byla skromna, jakies filmy, jakies drinki, tyle ze po ktoryms drinku, kiedy na chwile w lazience zniknal partner Erniego rzucilismy sie na siebie. Zbadalismy sobie migdalki, sprawdzilismy stopien przygotowania do akcji... i odskok coby nie dac sie zlapac. I tak kilka razy. Potem maly wypad do sklepu po alkohol, potem znowu picie, potem ostre kotlowanie na klatce... zesz nas nikt nie zlapal!! Uuuuch!
Wciaz nie tylko serce mi drzy jak sobie to przypomne... ale pozniej sie okazalo, ze Ernesto to tylko taki kozak na pokaz... W rzeczywistosci strasznie zakochany w kims z kim nie moze byc... ale chce i bedzie walczyc. Jak prawdziwy rewolucjonista - o sprawy niemozliwe. Trzymam za niego kciuki. Namowilem go [o zgrozo, sam sobie nie moge tego wybaczyc] zeby sobie wyprostowal zycie, zeby nie rozmienial sie na drobne i staral sie byc taki, jakim chcialby byc, a wciaz mu to nie wychodzi. Musialo mi tego wieczora pasc na mozg. Ale tez - od tamtego wieczora wiecej juz sie nie spotkalismy. Moze to i lepiej.

wtorek, 15 stycznia 2008, aleksandr0s
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Dodaj komentarz »
Komentarze
casperuno
2008/03/02 17:52:41
Coz fajne doswiadczenie. Ja mialem podobne doswiadczenia z jednym panem Willsonem z Brazylii, ech to podniesione cisnienie i wogole...
Dodaj komentarz »
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog